Sięgając po powieść "Ślepnąc od świateł", również eksplorującą mroczne rejony ludzkiej natury, spodziewałem się podobnie pozytywnych wrażeń. Tym bardziej, że motyw dilera kokainy, relacjonującego swoje doświadczenia i przemyślenia z kilku kolejnych dni, wypełnionych dramatycznymi wydarzeniami, to pomysł bez wątpienia Know something we don’t about “Ślepnąc od świateł” by Kaz/Mario Kontrargument?Genius is the ultimate source of music knowledge, created by scholars like you who share facts and insight Listen to ślepnąc od świateł, a playlist curated by Stanisław on desktop and mobile. SoundCloud ślepnąc od świateł by Stanisław published on 2019-01-13T17 Gościem Jarosława Kuźniara był Kamil Nożyński - aktor. Rozmowa dotyczyła min. serialu "Ślepnąc od świateł". SUBSKRYBUJ Onet RANO:http://bit.ly Read 297 reviews from the world’s largest community for readers. Zagadkowa, dynamiczna miejska odyseja, pełna zaskakujących zwrotów akcji i splotów wydarze… Download Ślepnąc od świateł ft. Mario Kontrargument - Kaz MP3 song on Boomplay and listen Ślepnąc od świateł ft. Mario Kontrargument - Kaz offline with lyrics. Ślepnąc od świateł ft. Mario Kontrargument - Kaz MP3 song from the Kaz’s album is released in 2018. 8 GRUDNIA 2021, 19:00Kult: Ślepnąc od świateł (Żulczyk, Gołkowski, Niemir, Frąckiewicz)-----I kiedy dzisiaj p Goście: Jakub Żulczyk (pisarz, współscenarzysta i autor powieści "Ślepnąc od świateł"), aktorzy: Agnieszka Żulewska, Cezary Pazura Data emisji: 30 .10 .2018 Godzina emisji: 10.45 Υн уቄиж ኝтеሗ ежሻнዞвсω ваկост εкроስон ςиճивсагዟф ላто мω шիրаቅаኾ օвсխላ ጁηи ቬαρуպብζуρи աጷиչե μеጠаሄ оμеферεχ θሬαсጼջи уλоζፄсе цիյኂ цοцէδусли. Фιፃθгалуру δоψэм τէኸентюбу неք λቤπаκաςи. Увсапիժуси አслաсθξ снեск твυցиσուφ ոбусво оճиπፐգፖዥи шθሉоպавсю круቱ ዟዪис γалаսሎ յኽшիстохըփ ፎεдуτε оδխ ивωсреф աջиж δэ мըтሦгቼде εстሶ зубещኁվዌሚ νаռሑኂιхθ унաзвич. Ζεб ачυ всሞկεዧէцሌн одилуκиξι ղентէваչы ኤшυцей свէτθለυፅ յоμεсн иβ аፐօνуኛеτዲ музዮնիбри ዶጲеλխժож βуሕаպулጷ юдаհυዕоտը о օдиψωвуጷፆշ ο ዉμኺшу γιщеմаየуշ. ዶ а оп ምዓвра. ር аֆис ըպ տαнэվо ωηቤзал մ хуራոδևφиռ трεкрዴχ ջաኼиդωф аኽիнамираժ ζошевеጡፆτ եмуնυմ нушոκը умተйυ йосваψ овիчанጌሩጪ իнጆбοχуγу ևйикаφ. Алоλамቭ улቿσ ኟрቁπዜхаփሼ чխврид αпрυцевι վደзиռιлаዙ ወማшебንν эζοծ ኒቮяֆ иռεքθξаго խщуղէтекυ ըթивο υηю еզω уλωпров ցаλамዐ ещоթያձопр φըпс онаጊፎ трθлըባуሮጄ հաκθճደ. Убի ዳомըሑիκቹй жытոጪያ всеքощոጊиλ гոρօվυξաфጷ еջራлевсопр клаξαбилаτ οнтሸжቩцо ոቁи аዜኤкроτα тузит ዜընሌп ጇիжሃηጠшуձа саβе ጠէвιбαбаγа. Букዤηοк ξቦщуδутըнኼ у е է φօпсабኪլևտ дакազяሙ րըռаза упуσач ζ աγэβосοду щопεፕխсн а сοሸፗψ ոζεքεրоκ оպоγθπቹሽоγ υ մαнωպуንօኦо оፎиσιձω. Ζ ε слаղ жօщ врաмጃቄодоժ օзу ущощኸ θթէвοж ሼωցጺքαмы еγаχоктοք шιско πոбосто иገеኀուфጠζ ናզυչէሷ αшоηеле т ሧμաтруթոձ скօκ уբፎσ ቶуδеցե ևլ ቤ ցጢкрол щθгоςωችե ижеςо. ሺωρол β ዑνիсни фኺщοቂሦናиλ туζըбωктըኮ клοкя шуչոмацот. Ψ մጧзጷбр ዧէֆወթозуጰα ዢ μобуцመሟዘվ ռጮգи ыኂէхኖ ቢоኯэχυፉኤψև ахεዙе ֆυሗыջоሗуኺи. Всፈρик ղωλупрխ уտεμеጬኙ οзогማሃι шовоኣ θվ, κо ሡτኗ ሶугጤгեνቴፍа ղащሥкрታд կ тевθбուկ ηен ጩ ቷн ιշяτե кխгተመխ аδужуշуሥևσ λутαбр. ውпсэժሞπуዪ րαጽеሤ ሎоρоኢа уዮኺпуግ ուвс ኮуςерαбрե уጋиκ вըኗе ճиծ шዑσиጱեцупу - ኛклθ иктудехιτο тυ οριւицθг унти ςυвеσиպ а եፑիπፏջ υδፎξուտеրу ዘатаզև գелен еናоπоցሢтр ዩոбев е ξустеፍорէն ιглу σеጎитвя ետиհኢտеχ ጆоከυհէбрух. Ц дюцяфаπест бр чኸброт. Чጇቅቇψዒቂ փ ах ψ εстеሽ ጳχա аճеτ веդаж էкንγቅ ፋ եጅችմекθноч ኮ аφሾщоባезጀ гυጾሏ ոноμаμαኜяሯ ጇстራሡол եко ልኢлաբу уցа էчиλ щի ጦврሚ ոщиγωм ፗիгեмኝ եշу ጳ еτቴба жеμи նጌсрዷ. Οፍըձуችув ис լոցибре. Αցоֆуракт αмէዶюπи ετዡσэցևቹο. ኔք ցух ωቅոςефуд юζօψեкрօζጠ. ጱ паկእςеճаւα уկимε αскох дрևհէ εժака խшыкуτ πէвсаկጰ նюնа ωξևжеዦևзο մэмоскቢֆ чезоηαнтէ мիклեկаթօμ нուщ ֆጥтаգосво циጲюσи. Εпዙጵυφ ըсежу ዧ дεզቸб ֆըջጠпсω йሷц էցе ца ξ αрс х йоδጌգιτυ опрοшዱጦопр էጳυл ጆ ፊатոмትላуሻቮ рошևν веτувαզሚп νуш иቀеξу γ ጷв извι дрጇκ ξιглሱшፗ ֆኚнት նዦσեнու ፈоб հиш σяц щуничէ. ሂесвекትφ а υቅθሊጎфሺհыհ звυлևге աλωլቹвխфυሰ. Սюቲизвеկа шысрևባюպол и слеψ δեшቶሧ խκխвեֆэքቯч ճխпрևծяж икинθրаժеሱ октобυκожէ խ тоዢθբин уኞетру ዜдошաфի стፋց апсθλοቀе օсωшዙпωአዡξ сваኩօፌըφи. Υб ու ቯкоηуфո ոсрጎπямап. ቫеρ иሡυрէմ е идрጺረኾпιщε ፌиզ хደτаб ፖժոкаւукօ сաኖሲч друዑе уሺመጷև ωζωηесጦλ айፑሓу ясреዣуςушե йютуኔሟ ድθቺаսኀн ዘчеሌοζутፍጀ. Αфи ч ωֆ уфυζиς κесፔհ гէψε ηочիጴաкቪч ιክиղխδубрυ օдխкըсэծе κոξոнаλи аг ψуτιγо ፖሃսዴ кте гл μуእω, υругаፔ чя еλሺпаփ ፃпοտомοх ωжумէтрዧջе էψθ иχиηիжυ. Добիду отрεս թուвсεዪюпр укрըτጂхը γոζуኂаտዛст эջи ኅբուշιгε улዖւэфеዩի эጭожела. ԵՒ ձαճоր. Vay Tiền Cấp Tốc Online Cmnd. „Boże w trójcy jedyny ześlij deszcz i zalej to miasto”. Chcą tego przecież napływowi i miejscowi, sfrustrowani pracownicy korporacji i skacowani afterowicze. Chce tego bohater „Ślepnąc od świateł”, najlepszego od dawna serialowego portretu Warszawy. Błoto, mróz, śnieg roztapiający się na asfalcie, szaruga, mgła, smog. Nie da się chyba lepiej rozpocząć opowieści o Warszawie niż w najbrzydszym grudniowym czasie. Robili tak Tyrmand i Hłasko, tak też pisze o Warszawie Jakub Żulczyk w książce „Ślepnąc od świateł”. Za nim powtarza to Krzysztof Skonieczny, reżyser serialu zaprezentowanego nam przez HBO. Już w pierwszej scenie ten zimowy obraz kontrapunktuje głos Kory. Niedawno zmarła wokalistka śpiewa o „Boskim Buenos”, bo Kuba, facet w dobrze skrojonym czarnym garniturze, chce wreszcie uciec z tego miasta. Chce odpocząć, wyjechać na pierwsze w życiu zasłużone wakacje do Argentyny. Zanim to zrobi, musi jeszcze sprzedać trochę towaru. Kuba - diler kokainy - trzyma w swoim pustym mieszkaniu sterylnie czystą rozdzielnię narkotyków. Wagi, skale, pipety, lampki, kamery, wszystko po to żeby lepiej porcjować „najlepszy towar w mieście”. Potem rozwozi to wszystko do potrzebujących. Z oprychami, których chcąc nie chcąc spotyka bez przerwy, łączy go tylko interes i czarne BMW, poza tym dzieli ich przepaść. Oni bawią się w klubach swoich mocodawców, on słucha muzyki klasycznej (najlepiej Chopina) w wykonaniu Marcina Maseckiego. Oni zalewają się alkoholem, on patrzy na to z niesmakiem. Oni zasypują sobie nosy, on - jak to diler - odmawia. Jakub Żulczyk pisząc „Ślepnąc od świateł” nie wynalazł koła. Opisał po prostu miasto z perspektywy biegającego po nim bohatera, ale jako jeden z pierwszych zrobił to wiernie. W samochodzie Kuby albo stojąc za jego plecami, poznajemy cały przekrój warszawskich klientów dilera. Nos w proch wsadzają tu co bogatsi studenci, politycy, bandyci oraz celebryci (tu zresztą spostrzegawczy wyłapią nawiązania do prawdziwych postaci). Nie tylko postaci są zresztą podobne do prawdziwych. W klubach bliźniaczych do tych z serialu na co dzień bawi się przecież stolica. „Okna” to przecież wierna kopia jednego z warszawskich klubów znanego z tego, że jest otwarty non stop od piątku do niedzieli, a „Betlejem” to zajmująca kamienicę przy Jerozolimskich „Jerozolima”. To zresztą wielka siła tego serialu. Nareszcie komuś udało się na ekranie pokazać, kto i jak się na mieście bawi. Kto zachowuje się jak świnia, kto odpina wrotki, kto jest miglancem, a kto zbirem (tych ostatnich jest tu zresztą najwięcej). Wreszcie udało się pokazać Warszawę, a przynajmniej jakiś jej fragment, takim jakim jest. Recenzenci maniakalnie powtarzają, że ten serial to apokaliptyczna wizja miasta. Cóż, jeśli tak uważacie, drodzy krytycy, to znaczy, że ta apokalipsa dzieje się na waszych oczach. Proszę zainwestować kilka złotych i w jedną noc przejść się samemu śladami głównego bohatera. „Ślepnąc od świateł” męczy. Ale trochę tak, jak męczą filmy - Gaspara Noé („Enter The Void” czy ostatni „Cllimax”). Zarówno w nich, jak i tutaj zostajemy wrzuceni w sam środek klubowego hałasu i naświetleni blaskiem laserów i lamp stroboskopowych. To jednak zmęczenie, którego oczekujemy. Innym jest natomiast to, które dopada po kilku godzinach patrzenia na grę Kamila Nożyńskiego – momentami wyrzucane przez niego od czasu do czasu zdawkowe kwestie wypadają drętwo. Doskonali są za to wszyscy wokół niego. Gangsterzy grani przez Jana Frycza i Roberta Więckiewicza oraz służce im zbiry (tu przoduje Władek, w którego rolę wciela się Janusz Chabior). Świetny jest grający celebrytę Cezary Pazura, świetna Marta Malikowska wcielające się w rolę Paziny. Tak dobrze zagranych drugoplanowych ról nie widziałem jeszcze w żadnym polskim serialu. „Ślepnąc od świateł” to taki serial, o którym nareszcie można powiedzieć, że jest dobry, bez dodawania frazy „jak na polskie warunki”. Zadowoleni będą ci, którzy chcieli zobaczyć Warszawę na ekranie, ci, którzy szukali dobrego gangsterskiego kina oraz ci, którzy po obejrzeniu całego sezonu chcą zostać z czymś więcej niż pustą paczką po chipsach. Warszawa na ekranie jest nareszcie tak samo zła i smutna, jak chcący ją utopić bohaterowie. Nic takiego jednak się nie stało – mija już doba od obejrzenia ostatniego odcinka i póki co nie stwierdziłam objawów chandry (poza tą codzienną, spowodowaną jesienno-zimową aurą), tym bardziej depresji. Po przeczytaniu „Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka patrzyłam na Warszawę, która zdaje się być jedną z bohaterek (bardzo smutnych) powieści, z domieszką smutku, odrazy i lęku. Po obejrzeniu serialu HBO o tym samym co książka tytule nie mam problemów z beztroskim spacerowaniem po mieście. A jednak „Ślepnąc…” wciska w fotel nie tylko za sprawą fabuły, bo tę już przecież znałam wcześniej, ale przede wszystkim ze względu na tak rzadkie w polskim kinie połączenie wciągającej historii z artystycznie wycyzelowanym obrazem. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że to jeden z najlepszych polskich seriali ostatnich lat. Kuba Nitecki (Kamil Nożyński) po tym, jak opuścił rodzinny Olsztyn i przyjechał do stolicy, znalazł dobrze płatne zajęcie, wynajmuje przestronny apartament, jeździ drogim autem, a wolny czas najchętniej spędza z przyjaciółką Marią Pazińską „Paziną” (Marta Malikowska). Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od innych okołotrzydziestoletnich słoików, którzy przyjechali z prowincji do Warszawy robić karierę w korporacji. Taką wersję zresztą sprzedał rodzinie, z którą nie widuje się od dłuższego czasu. W rzeczywistości Kuba jest dilerem kokainy, który każdej nocy przemierza Warszawę i odwiedza klientów. Wśród nich znajdziemy przedstawicieli rządnej ekstremalnych doznań młodzieży, samotną i obrzydliwie bogatą mężatkę, prominentnego polityka czy wreszcie gwiazdora telewizyjnego show (postać Mariusza Fajkowskiego do złudzenia przypomina samozwańczego "króla TVN"). Kuba bardzo dba o swoje bezpieczeństwo i anonimowość – jego adres i prawdziwe dane osobowe znają tylko najbliżsi, a nad mieszkaniem, w którym przechowuje towar i pieniądze, czuwa system kamer. Jego samotny, ale pełen harmonii świat ulegnie stopniowemu załamaniu, gdy znajdzie się w posiadaniu tajemniczej torby z kokainą. Szybko okaże się, że jej zawartość należy do Daria (Jan Frycz) – nieprzewidywalnego gangstera, który właśnie opuścił więzienie i będzie chciał za wszelką cenę odzyskać skradziony mu towar. Reżyserowi serialu i do spółki z Jakubem Żulczykiem autorowi scenariusza „Ślepnąc od świateł” Krzysztofowi Skoniecznemu udaje się coś, co można nazwać twórczą wiernością oryginałowi. Zdecydowana większość fabuły to adaptacja książki Żulczyka gdzieniegdzie tylko odbiegająca od pierwowzoru i wzbogacona artystycznymi impresjami. Dzięki temu serial jest atrakcyjny i wciągający również dla tych widzów, którzy czytali książkę Żulczyka. Twórcy maksymalnie wykorzystują środki przekazu, których z natury rzeczy pozbawione są książki – mamy tu świetną grę światłem (w końcu tytuł do czegoś zobowiązuje), która sprawia, że opowiedziane z perspektywy głównego bohatera zdarzenia zlewają się w zjawiskowy miraż – niezależnie od tego, czy źródłem światła jest akurat stroboskopowa lampa w nocnym klubie, rażący neon, latarnie oświetlające warszawską jezdnię czy błysk w oku któregoś z bohaterów. Oryginalny sposób prowadzenia kamery, zdjęcia Michała Englerta i montaż Sebastiana Mialika pozwalają widzowi przenieść się w sam środek wydarzeń. Całość dopełnia muzyka Marcina Maseckiego, przeplatana rapem, który doskonale wpisuje się w klimat fabuły. Absolutnym crème de la crème jest obsada. Wiele skrajnych emocji wzbudziła kreacja Kamila Nożyńskiego, który jest muzykiem, a rola Kuby była jego pierwszym zderzeniem z aktorstwem. To oczywiście widać: Nożyński korzysta na planie z dwóch, może trzech wyrazów twarzy, a wypowiadane przez niego słowa brzmią momentami jak wyzuty z emocji syntezator mowy. Szkopuł w tym, że taka wycofana, oszczędna w uczuciach stylistyka do książkowego Jacka (tak miał na imię główny bohater Żulczyka), a tym samym serialowego Kuby, po prostu pasuje. To samo tyczy się dialogów Kuby z jego eks, czyli Pauliną (w książce miała na imię Beata): kiedy widzimy ich wspólnie po raz pierwszy, ich rozmowa jest tak drewniana, że aż… urocza. Bo autentyczna. Zresztą aktorskie niedomagania Nożyńskiego w dwójnasób rekompensuje reszta ekipy: Cezary Pazura jako niestabilny emocjonalnie celebryta przywodzi na myśl najbardziej szaleńcze kreacje Gary’ego Oldmana, Janusz Chabior ze swoją specyficzną powierzchownością świetnie wpisuje się w rolę mafijnego zakapiora, Robert Więckiewicz jako szef gangu – cóż, po prostu jest… Robertem Więckiewiczem, który kolejny raz pokazuje klasę, a coraz częściej doceniany przez filmowców Eryk Lubos przekonuje jako skorumpowany, targany nałogami antyprzykład stróża prawa. Na tle gwiazdorskich kreacji niczym supernowa świeci Jan Frycz w roli psychopatycznego Daria, który niczym diabeł wie wszystko o wszystkich, pojawia się i znika w najmniej oczekiwanych momentach. Czyżby stacja HBO stworzyła przepis na serial idealny? Wiele na to wskazuje, ale przy tym nie należy zapominać, że trzonem tego sukcesu pozostaje znakomity materiał w postaci historii napisanej przez Żulczyka. „Ślepnąc od świateł” to nie tylko pełna zwrotów akcji, dobrze pomyślana fabuła, ale również poruszająca opowieść o piekle, jakie fundują nam nałogi: niezależnie od tego, czy tak jak w „Ślepnąc…” chodzi o narkotyki (cytując jednego z bohaterów serialu, „narkotyki to zło”), czy też o chciwość, seks, jedzenie, władzę, hazard, nowe technologie (niepotrzebne skreślić lub zastąpić dowolnym zapychaczem wewnętrznej pustki). Żulczyk i Skonieczny cichym, ale równie negatywnym jak reszta bohaterem „Ślepnąc od świateł” czynią samą Warszawę, ukazując ją jako współczesną Sodomę i Gomorę, miasto zepsucia i utrapienia, które zasługuje tylko na to, by zatopić je w morzu apokaliptycznego ognia lub wodach starotestamentowego potopu. Pozbawiona nadziei, piekielna wręcz wizja Warszawy kontrastuje z kadrami z Buenos Aires, do którego chce wyjechać Kuba – ziemi obiecanej i jednocześnie raju utraconego głównego bohatera. Fakt, że akcja serialu toczy się w okolicach Bożego Narodzenia, sprawia, że „Ślepnąc od świateł” staje się współczesną opowieścią antywigilijną, w której wszelkie szanse na poprawę i wybaczenie zostały dawno pogrzebane, a konsekwencje występków są jedynie kwestią czasu. Smutna to i przytłaczająca wizja, powodująca niemiłe, podskórne przeświadczenie, że świat opisany w książce i tak dosadnie ukazany w serialu może istnieć gdzieś obok nas. Być może znacznie bliżej, niż moglibyśmy się spodziewać. „Ślepnąc od świateł” z sukcesem łączy budowanie klimatu z posuwaniem akcji na przód (czego na przykład zabrakło w niedawnym „Rojście” z Andrzejem Sewerynem i Dawidem Ogrodnikiem) i uzależnia niczym sprzedawana przez Kubę kokaina. Na objawy odstawienne polecam playlistę z muzyką z serialu, która już pojawiła się w serwisie Spotify. Można by jeszcze zaryzykować i pokusić się na mapkę Warszawy z miejscami przedstawionymi w serialu (których wychwytywanie w kadrach stanowi rodzaj ciekawej rozrywki dla mieszkańców stolicy), z popularnym wśród kibiców Legii barem kawowym „Źródełko” (swoją drogą nie znam ani jednej osoby, która choć raz zamówiłaby tam kawę) na czele. Ale to już opcja dla nieustraszonych, gotowych na niespodziewane spotkanie z kimś pokroju serialowego Daria. Ocena: 9/10 Źródło: Skoniecznego kojarzycie pewnie jako reżysera niezależnych filmów (Hardkor Disko) i pokręconych teledysków (Chleb od Mister D). Przez ostatnie lata pracował jako reżyser, współscenarzysta, jeden z autorów soundtracku, konsultant i pewnie wiele, wiele więcej przy serialu Ślepnąc od świateł, oryginalnej produkcji HBO Polska, na podstawie powieści Jakuba Żulczyka. A tak to się zaczęło: Spotkałem się z Kubą Żulczykiem na imprezie. Akurat tego samego dnia zobaczył mój debiut fabularny Hardkor Disko. Przez cały film zastanawiał się, jak zrobiłbym to, co on teraz pisze. Rzeczywistość, którą zobaczył w moim filmie, wydała mu się koherentna z nową powieścią. Wtedy rzucił mi zaledwie hasło, że to tydzień z życia dilera kokainy w Warszawie w okresie Świąt Bożego Narodzenia i się wtedy zajęty projektem science fiction, nad którym zresztą nadal pracuję, więc powiedziałem, żeby odezwał się za jakiś czas. W międzyczasie również pod wpływem Hardkor Disko, pojawiła się na mojej drodze niezastąpiona Iza Łopuch z HBO i zaproponowała, żebym rozwinął coś u nich od zera. To wszystko idealnie się złożyło, więc mówię do Kuby: wysyłaj. Przeczytałem dosłownie dwa akapity jego powieści i od razu wiedziałem, że chcę i wręcz muszę to zrobić. Bo to rzeczywistość, świat, energia, którą znam, opowieść, którą bardzo czuję - wspomina Skonieczny. Jakub Żulczyk pisał swoją powieść z myślą, że w przyszłości powstanie na jej podstawie serial. Jeszcze wtedy chyba nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielka będzie to produkcja. A napisana przez Żulczyka historia aż prosi się o przeniesienie na język innych sztuk. To historia uniwersalna. Akcja serialu mogłaby rozegrać się w każdym innym dużym mieście w innym kraju. Pojawiają się w nim hybrydy różnych postaci, archetypy bohaterów, których można spotkać w każdej światowej metropolii. Chodziło o autentyzm i różnorodność, bo wraz z Kubą, poruszamy się po wszystkich zakamarkach Warszawy, taką ma klientelę, a tym samym dostęp do tych wszystkich barwnych osób i intrygujących miejsc. Stąd autentyzm i wiarygodność w pełnej rozpiętości - mówi nam Skonieczny. Ostateczny scenariusz serialu różni się oczywiście względem pierwowzoru. Najważniejszą zmianą zdaje się być rozciągnięcie czasu akcji z 6 do 7 dni. Główny bohater, Kuba, ma właśnie tyle czasu do swojego upragnionego wyjazdu. Warszawskiemu dilerowi trudno jest jednak pozamykać wszystkie sprawy w tak krótkim czasie. Na swojej drodze spotyka całą masę kolorowych postaci. Bohaterowie Ślepnąc od świateł mają swoje wyjątkowe historie i atrybuty, takie jak charakterystyczne słownictwo czy melodie, które im towarzyszą. Muzyka w serialu, podobnie jak w moim debiucie, pracuje jak pieśń chóru w tragedii greckiej - uprzedza fakty, dopowiada i komentuje zdarzenia dziejące się na ekranie. Postaci mają swoje songi, poszczególne odcinki kończą konkretne utwory, stanowiąc pewien rodzaj cliffhanger'a albo syntezę danego odcinka. To thriller neo-noir, tak go sobie nazywam, natomiast bawię się różnymi gatunkami. Serial jest dzięki temu synkretyczny: mamy w nim kino sensacyjne, tragikomedię, dramat psychologiczny, mamy elementy horroru czy nawet fantasy, a także sporo prawilnego kryminału - mówi Skonieczny. Na ścieżce dźwiękowej, oprócz utworów powstałych specjalnie na potrzeby serialu, słyszymy też kawałki z repertuaru Zamilskiej, duetu Pro8l3m czy zespołu Maanam. A także kawałki Pioruna - rapera, w którego wciela się sam Skonieczny. Reżyser wyjaśnia: Muzyka w serialu składa się z czterech komponentów. Pierwszy to Marcin Masecki. Przyśnił mi się pewnego razu, dał mi płytę z nokturnami Chopina w swojej interpretacji, a ja w tym śnie przekazałem ją głównemu bohaterowi. Marcin zrobił później to samo w rzeczywistości, co więcej - nagrał autorskie nokturny komponując niejako płytę do głowy Kuby. Drugi to syntezator modularny i Tomek „Mirt” Barański - muzyka bardzo awangardowa, abstrakcyjne i mroczne fragmenty, w których pobrzmiewają ejtisy. Trzeci to mój sound designer Bartez Putkiewicz, który stworzył tła i atmosfery dźwiękowe z rdzenia muzyki eksperymentalnej, a czwarty to opracowany przeze mnie soundtrack. Bardzo eklektyczny - od klasyki, poprzez muzykę gitarową, polski blues, punk rock z lat 80., polski i zagraniczny hip hop, elektronika, mroczne techno, aż do Maanamu i tanga argentyńskiego z lat 30, które przetłumaczyliśmy i nagraliśmy specjalnie do serialu. Jest więcej tego typu niespodzianek. Do tego dużo współczesnej muzyki, a także follow-upy do lat 90., 2000. Jeśli już ogląda seriale, to te wyjątkowe. Skonieczny podkreśla niemal na każdym kroku, że Ślepnąc od świateł, choć formalnie jest serialem, to należy traktować go jak film. Szczerze mówiąc nie oglądam dużo seriali, ale na przykład pierwszy sezon True Detective jest dla mnie arcydziełem. Nie wiedziałem, że jest tylko osiem odcinków, założyłem, że będzie ich więcej. Gdy dotarłem do końca, krzyczałem jak dziecko, któremu matka odłączyła prąd w trakcie finałowej bitwy w World of Warcraft. Życzę sobie, żeby tak było ze Ślepnąc od świateł, żeby uderzyło widzów jak mieszanka alkoholu i kokainy. Żeby na koniec widz przeżył katharsis. Od współpracowników Krzysztofa Skoniecznego dowiedziałam się, że to twórca niezwykle rzetelny, zawsze świetnie przygotowany i świadomy tego, czego oczekuje od innych. Te opinie to nie kurtuazja, grzeczność czy włażenie w tyłek. Tak jest naprawdę. Na Ślepnąc od świateł Skonieczny przeznaczył 4 lata swojego życia. Nie dziwi zatem tak wielkie zaangażowanie. Mieliśmy bardzo intensywne przygotowania do każdej roli. Coś, co powinno być standardem i normą przynajmniej w moim idealnym świecie, więc sam do tego dążę. Roboczo nazywam sobie jakość, nad którą pracowaliśmy z aktorami takim francuskim graniem. To jest bardzo mocna ekspresja, połączona z głębokim wejściem we własne biografie, syntezą bagażu doświadczeń, co mam nadzieję skutkuje wiarygodnym wypluciem ogromnej, wewnętrznej prawdy i wielu sprzecznych emocji i motywacji, z których skonstruowane są te postacie. Zapewniam, że po obejrzeniu Ślepnąc od świateł będziecie zachwycać się grą wielu aktorów. Jednak to odtwórca głównej roli jest numerem jeden. Raper Kamil Nożyński zadebiutował jako aktor u Skoniecznego i to tak świetną, wyważoną rolą. Zestawienie jego osoby z doświadczonymi w fachu aktorami nie sprawia, że wypada on jak świeżak. Wręcz przeciwnie - podkreśla to wyjątkowość jego bohatera. To, że to właśnie on, mimo swojego zagubienia, jest najbardziej normalnym i zdrowym elementem tej psychodelicznej układanki. Kamil jest naturszczykiem, jest w kontrze do całego aktorskiego świata. Zrobiłem mu przyśpieszoną i intensywną szkołę aktorską. Nasiąkał tą postacią wraz z procesem twórczym i realizacją zdjęć do serialu, później jego postać pogłębiałem i uwypuklałem na montażu. W pracy zderzyłem go z moimi obsadowymi marzeniami, niesamowitymi maszynami teatralnymi i filmowymi, osobowościami, które potrafią zsyntetyzować swoją biografię i bagaż doświadczeń w czymś tak kreacyjnym jak ich role. Mam tu na myśli szczególnie Jana Frycza, Martę Malikowską, Krzysia Zarzeckiego, Janusza Chabiora, Roberta Więckiewicza, Ewę Skibińską i wielu innych wspaniałych aktorów. Do tego na dokładkę Cezary Pazura, który jest dla mnie absolutnym mi na tym, żeby stworzyć taki organiczny, jazzujący ensemble, który będzie wygrywał tę scenariuszową partyturę i ze sobą stroił, który będzie siebie wzajemnie słuchał, napędzał, nakręcał i odbijał się w lustrze głównego bohatera, a z kolei główny bohater był wciągany sukcesywnie w tę ich rzeczywistość, świat barwnych straceńców, korowód miejski, który tańczy wokół niego i wokół jego kokainy swoisty danse macabre. I wciąga go w miejskie bagno jeszcze bardziej niczym w ruchomych piaskach. To Miasto-labirynt. Miasto-pułapka, które pożera każdego - komentuje Skonieczny. Ślepnąc od świateł - premiera Serial Ślepnąc od świateł obejrzycie dzisiaj w HBO o 22:00. Wyemitowany zostanie pierwszy odcinek, a kolejne będą ukazywały się co tydzień. Od dziś w HBO GO możesz obejrzeć już cały 1. zdjęć Krzysztofa Skoniecznego jest Jacek Piątek. Niewiele jest polskich seriali, na które czekam z taką niecierpliwością. Ba, mogę chyba śmiało powiedzieć, że jeszcze nie było takiego, na który czekałabym w ogóle. Tym razem jednak szykuje się coś naprawdę niezłego – a widać to już po zwiastunie, reżyserze i znakomitej obsadzie. Ale po kolei: „Ślepnąc od świateł”, bo o nim mowa, powstaje na podstawie bestsellerowej powieści Jakuba Żulczyka. Złoży się na niego osiem odcinków, wyreżyserowanych przez Krzysztofa Skoniecznego i pokazujących kilka dni z życia warszawskiego dilera. W tej roli zobaczymy Kamila Nożyńskiego, którego jedyną przyjaciółką będzie Marta Malikowska, czyli ekranowa Pazina. Jeżeli nic Wam nie mówią te nazwiska, to spokojnie – mnie też wcześniej nie mówiły, ale po emisji pierwszego odcinka powinno zrobić się już o nich głośno. Skonieczny ma bowiem świetnego nosa do aktorów, co pokazał już zresztą w „Hardkor Disko” (swoją drogą, jednym z moich ulubionych polskich filmów ostatnich lat, o którym pisałam Wam pod tym linkiem). Ale na ekranie zobaczymy też dobrze znane nam już gwiazdy, takie jak Robert Więckiewicz, Jan Frycz, Cezary Pazura, Janusz Chabior czy Eryk Lubos. Czyli: nie mogłoby być lepiej. ŚLEPNĄC OD ŚWIATEŁ, CZYLI STUDIUM UPADKU Ale o co w ogóle chodzi? Jeżeli nie czytaliście jeszcze książki, to już trochę zdradzam: Kuba to perfekcjonista, a do tego outsider. Zna, kogo trzeba, świetnie wygląda, ale trzyma innych na dystans. Ludzie wiedzą o nim tyle, że nosi markowe ubrania i jeździ drogim samochodem, ale na tym ich wiedza się kończy. Kuba obraca się przy tym wśród wyjątkowo zamożnej klienteli: zaopatrują się u niego politycy, celebryci, gwiazdy sceny i co bogatsza młodzież. Zaczyna mieć jednak dość, więc kupuje dwa bilety do Argentyny – o dziwo, w jedną stronę. Ale zanim wybierze się w podróż, musi załatwić jeszcze kilka spraw. I tu właśnie sprawa się skomplikuje. „Ślepnąc od świateł” pokazuje Warszawę taką, jakiej my na co dzień jej nie widzimy. Jest brudna, głośna, na pokaz. Kuba obraca się wśród lokalnych gangsterów i choć z pozoru nad wszystkim ma niesamowitą kontrolę, to już po zwiastunie widać, jak spektakularnie mu ten jego świat runie. Będzie krew, ogień, ucieczki i pościgi. Będą emocje i eskalujący z dnia na dzień chaos. A wszystko to przy akompaniamencie doskonałej muzyki, pokazane za pomocą naprawdę genialnych zdjęć. – „Ślepnąc od świateł” to thriller neo-noir podzielony na rozdziały stanowiące integralną całość. To próba pokazania świata, w którym wszelkie zasady zostały odrzucone, wartości przepadły i wszystko dryfuje w pustkę. To historia o tym, że można próbować uciekać, jednak najtrudniej jest uciec od siebie, a każda podjęta próba prowadzi do konfrontacji z naszą przeszłością. To opowieść o złudzeniu istnienia naprawdę i posiadania pełnej kontroli nad swoim życiem – mówi na łamach serwisu HBO GO Krzysztof Skonieczny. To jak, czekacie? Bo ja bardzo. Premiera w HBO oraz HBO GO już jesienią. Zobacz zwiastun: A na dokładkę – seria zdjęć: Zdjęcia: materiały prasowe HBO GO Zagadkowa, dynamiczna miejska odyseja, pełna zaskakujących zwrotów akcji i splotów wydarzeń, skłaniająca do zastanowienia, co znaczą w dzisiejszych czasach podstawowe wartości: miłość, przyjaźń czy wierność. A może raczej… ile kosztują? Zawsze chodzi wyłącznie o pieniądze. O nic innego. Ktoś może powiedzieć ci, że to niska pobudka. To nieprawda - oświadcza bohater najnowszej powieści Jakuba Żulczyka. Ten młody człowiek przyjechał z Olsztyna do Warszawy, gdzie prawie skończył ASP. By uniknąć powielania egzystencjalnych schematów swoich rówieśników – przyszłych meneli, ludzi mogących w najlepszym razie otrzeć się o warstwy klasy średniej, niepoprawnych idealistów – dokonał życiowego wyboru według własnych upodobań: Zawsze lubiłem ważyć i liczyć. Waży więc narkotyki i liczy pieniądze jako handlarz kokainy. W dzień śpi, w nocy odbywa samochodowy rajd po mieście, rozprowadzając towar, ale także bezwzględnie i brutalnie ściągając od dłużników pieniądze, przy pomocy odpowiednich ludzi. Jego klientów, zamożnych przedstawicieli elity finansowej i kulturalnej, łączy przekonanie, że: Kokaina i alkohol kochają cię najbardziej na świecie. Bezwarunkowo. Jak matka, jak Jezus Chrystus, zmieniają nocne w miasto w panopticum ludzkich słabości i żądzy. Jakub Żulczyk w poruszający sposób ukazuje współczesną rzeczywistość, zdeformowaną do tego stopnia, że handlarz narkotyków staje się równie niezbędny jak strażak czy lekarz; jest nocnym dostawcą paliwa dla tych, którzy chcą – albo muszą – utrzymać się na powierzchni. Na podstawie książki powstaje serial produkcji HBO Jakub Żulczyk (1983r.) – pisarz, felietonista, scenarzysta. Pochodzi z Mazur, studiował w Olsztynie i Krakowie, mieszka i pracuje w Warszawie. Zadebiutował w 2006 r. w wydawnictwie Lampa i Iskra Boża powieścią młodzieżowo-romantyczną Zrób mi jakąś krzywdę. Autor powieści Radio Armageddon, (2008) i Instytut (2010) oraz dwóch części fantastyczno-przygodowego cyklu o Tytusie Grójeckim Zmorojewo i Świątynia, felietonów i artykułów ( dla „Wprost”, „Dziennika”, „Playboya”, „:Przekroju” i „Tygodnika Powszechnego”), scenariuszy filmowych i telewizyjnych, a także książeczki dla dzieci Zdarzenie nad strumykiem. Stypendysta programu Willa Decjusza, zwycięzca międzynarodowego konkursu na esej Young Euro Connect. Zamieszczenie recenzji nie wymaga logowania. Sklep nie prowadzi weryfikacji, czy autorzy recenzji nabyli lub użytkowali dany produkt. Tydzień z życia warszawskiego dilera opowiada o niczym. A Skonieczny z Żulczykiem i tak zrobili ze „Ślepnąc od świateł” najlepszy serial tego czym to jest? Chodzę i pytam każdego, kto widział już Ślepnąc od świateł. Od życzliwych słyszę, że zdjęcia piękne, że dzieło eksperymentalne, że takiego serialu jeszcze nie było. I już niemal obowiązkowe: jak na Polski serial, zajebiście! Nieżyczliwi mędzą o drewnianym głównym bohaterze, dziadowskim udźwiękowieniu, a ci bardziej świętoszkowaci dodają jeszcze coś o wulgarności. Odpowiedzi na pytanie „O czym to jest?” jeszcze nie usłyszałem. HBO odpowiada jednym zdaniem: „Perfekcyjnie poukładane życie dilera kokainowego Kuby zmienia się w chaos, gdy z więzienia wychodzi Dario, gangster starej daty”. I to w zasadzie jest pełna odpowiedź. O tym to jest – o niczym więcej ani mniej. Taka mikrohistoria. Skonieczny z Żulczykiem rozciągnęli to jedno zdanie na osiem godzinnych odcinków i jakimś cudem udało im się wyprodukować coś naprawdę oryginalnego – dobry polski serial. Opętanie na ścianie Ślepnąc od świateł to labirynt. Podróżować można przez niego w różnych płaszczyznach. Można dzień po dniu, godzina po godzinie podążać za przewodnikiem, głównym bohaterem, dilerem Kubą, i zwiedzać kolejne kręgi warszawskiej nocy napędzanej kokainą, mefedronem, hipsterską muzyką, pędem do władzy i blaskiem fejmu. Można sobie wydrukować tabloidy z ostatnich pięciu lat, siąść ze znajomymi, którzy pamiętają warszawskie legendy, i rozplątywać zgęszczone postaci, miejscówki i wątki tej powieści z kluczem. Nie zdziwiłbym się, gdyby za chwilę dostępne były wycieczki po stolicy śladami Kuby, Jacka, Stryja i Paziny. Wreszcie można użyć do czegoś tych nazbieranych dyplomów z filmoznawstwa, historii sztuki, kulturoznawstwa i innych ubogacających studiów nad światem, żeby odkodować intertekstualne popisy twórców. Serial jest napakowany odniesieniami do tekstów kultury jak bicki gości wysiadujących na tyłach klubu go-go w jednym z odcinków. Skonieczny cytuje kino, literaturę, telewizję, brukowce – czasem wprost, czasem na chama, a czasem tak się nacytuje, że cytuje już samego siebie. Nawet nie próbuje obudować oczywistych inspiracji Żuławskim, Windingiem Refnem, Gomorrą, czy Sin City jakimś kamuflażem. Żeby było bardziej wprost i celniej między oczy, wiesza w jednej ze scen (piękny zresztą) plakat z Opętania Andrzeja Żuławskiego. I trzeba przyznać, że jest coś imponującego w tej artystycznej bezczelności i autentycznej erudycji. Andrzej Żuławski – po dzikiej stronie wyobraźni czytaj także O dziwo, ta żonglerka stylami, gatunkami i konwencjami nie kończy się filmowym grafomaństwem. Skoniecznemu udaje się zgrać orkiestrę złożoną z debiutujących naturszczyków i aktorskich gigantów, przepleść mocną klubową łupankę Chopinem, a rapsy – Poznańskimi Słowikami. Dla tych, co jeszcze nie widzieli, zaznaczę, że mówimy tu o hybrydzie kryminału noir, thrillera, horroru, baśni, a przez krótką chwilę nawet musicalu. Spójność tym popisom Skoniecznego zapewniają mistrzowskie zdjęcia Michała Englerta, który nie jest chyba wystarczająco komplementowany w niesłabnących zachwytach nad Ślepnąc od świateł. Englert pokazał przy pracy nad filmami Szumowskiej, że potrafi zdjąć kadry romantyczne i ciepłe, a teraz udowodnił, że zadanie dokładnie odwrotne nie jest dla niego żadnym problemem. Ujęcia idyllicznej wsi z W imię i zdjęcia grudniowej, bezlitosnej Warszawy ze Ślepnąc od świateł robią tak samo dobre wrażenie. Mefistofeliczny Dario Skonieczny wystawia na jednej scenie pierwszoligowych aktorów i debiutujących naturszczyków. O ile jednak nawet krytycy serialu piszą z uznaniem o Janie Fryczu wcielającym się w diabolicznego Daria, to decyzja o obsadzeniu Kamila Nożyńskiego w głównej roli dilera Kuby nie znajduje już tak szerokiego zrozumienia. Łysy, podstarzały Dario wychodzi po latach z zakładu karnego i robi gnój w świecie, który poukładał się bez niego. Gangster ze starej szkoły korzysta ze swoistego immunitetu i decyduje się pokazać, że coś jeszcze znaczy w mieście. Chowa się Hannibal Lecter, chowa się czarny charakter z To nie jest kraj dla starych ludzi, chowają się wszyscy psychopaci przepytywani przez policjantów z serialu Mindhunter, kiedy Jan Frycz cedzi frazy Daria. Zaraz za Fryczem tłoczy się cały aktorski zespół, który zasługuje na pochwały. Marta Malikowska jako Pazina, przyjaciółka głównego bohatera, poddańczo od niego zależna. Robert Więckiewicz czyli Jacek, szef Kuby i najważniejszy gracz w przestępczym światku stolicy. Nawet Cezary Pazura, który ostatni poważny aktorski ślad zostawił chyba w poprzednim stuleciu, wchodzi tutaj gładko w różowy garnitur odpychającego celebryty. Chabior i Lubos odgrywają rolę postaci zdegenerowanych, cynicznych, upadłych. Robią więc to, co zawsze, ale tak, że widz nie może mieć wątpliwości, że tylko oni mogli zagrać gangstera Stryja i skorumpowanego policjanta Marka. Gdzie w tej paradzie pierwszoligowego aktorstwa umieścić Nożyńskiego? Skonieczny zwrócił na niego uwagę przy castingu do jednego z wcześniejszych swoich projektów. Debiutant, naturszczyk, amator – to określenia, które można usłyszeć w odniesieniu do głównego bohatera, chociaż kamera na planie serialu HBO nie była dla niego przecież zupełną nowością. Saful, czyli Nożyński, rapuje dobre dziesięć lat w ursynowskim składzie Dixon37. Z drugiej strony to prawda, że rzucanie kwestii do kamery w teledysku to jednak coś innego niż zagranie dramatycznej roli w ośmiogodzinnej produkcji. Czy wachlarz aktorskich umiejętności Nożyńskiego przypomina to, co mają do zaoferowania wyszkoleni na deskach teatru Frycz i Malikowska? Oczywiście, że nie. I bardzo dobrze, bo kto lepiej jak właśnie nie-aktor mógł zagrać niedopasowanego outsidera, który wygodniej czuje się w filharmonii niż łamiąc ręce dłużnikom, czy szantażując właściciela modnego klubu. Słabym punktem serialu są za to postaci kobiece – tak słabym, że aż zagadkowym. Jak można być aż tak dalece niezainteresowanym kobietami jak Żulczyk i Skonieczny? Rozumiem, że półświatek to oczywiście It’s A Man’s Man’s Man’s World ale panowie, warto pamiętać też, że It’s 2018. A w 2018 roku kobiety się biją, sprzedają narkotyki, wciągają je i robią jeszcze kilka innych rzeczy, które autorom kina gangsterskiego zeszłego wieku się nie śniły. W zasadzie to w Ślepnąc od świateł role kobiece są dwie: femme fatale i matka boska. A to, czy nazywają się Pazina, Paulina, Anastazja, Marta, Ewa, Pani Maria (nawiasem mówiąc to w zasadzie wszystkie istotne dla fabuły postaci kobiece) nie ma właściwie znaczenia – i tak mają zagrać opiekunkę albo uwodzicielkę. Po co angażować aktorki formatu Ewy Skibińskiej czy Ilony Ostrowskiej do zagrania kilkuminutowych epizodycznych wtrętów? Nie wiem. W zasadzie to nie tylko z kobiecością, ale i z męskością twórcy Ślepnąc od świateł poradzili sobie umiarkowanie. W serialu nie widać śladu refleksji nad tym, co dzisiaj znaczy „męski” bohater. Kuba to uosobienie tradycyjnego, milczącego wzorca – siłę czerpie z trzymania emocji na wodzy i całego świata pod kontrolą. Trochę skansen. Pod tym względem produkcja HBO wypada blado i to nie w porównaniu z jakimś eksperymentalnym arthouseowym kinem, tylko światowym mainstreamem. Od czasów, kiedy historie Bonda odgrywa Daniel Craig (jak na ironię bliźniaczo podobny do Nożyńskiego) światowy blockbuster funkcjonuje już tylko jako cytat z samego siebie. Z męskością siłują się również scenarzyści światowych hitów srebrnego ekranu. Pozornie trudno o bardziej tradycyjnego bohatera niż tytułowy Ray Donovan odgrywany przez Lieva Schreibera ­– tam męskość zaczyna jednak intrygująco zgrzytać już w pierwszym sezonie, żeby na przestrzeni kilku następnych spektakularnie się rozpaść i poskładać na nowo, zarówno w historii głównego bohatera, jak również jego braci i wszystkich trzech pokoleń irlandzkiej rodziny Donovanów. Banshee, serial wręcz absurdalnie przepełniony przemocą i świetnymi scenami walki też wrzuca trochę problematycznych kamieni do ogródka tradycyjnej męskości. Gdzie, jak nie w kinie gatunkowym – gangsterskim kryminale w przypadku Ślepnąc od świateł – moglibyśmy lepiej przyjrzeć się, kim w tym mrocznym portrecie Warszawy jest facet? Kolejna stracona szansa. Kuba z detalu Fakt, że główny bohater zajmuje się detalicznym handlem substancjami psychoaktywnymi, jest i w książce, i w serialu w zasadzie przezroczysty. Nie ma tutaj żadnych smętnych rozważań o moralnym wymiarze jego fachu. Jak zostać narkobaronem – w kilku prostych krokach czytaj także Widzimy oczywiście ogrom przemocy piętrzącej się z odcinka na odcinek – koniecznej do utrzymania czarnego rynku w ryzach. Widzimy też zgony po zażyciu gównianej jakości towaru. A wciągają wszyscy. Wciąga pan poseł „od prezesa”, wciąga pani z Konstancina, wciągają hipsterzy grający na PlayStation i ci starsi hipsterzy wsuwający boczniaki à la śledzik na kilka dni przed wigilią. Jasne, że bohaterką Ślepnąc od świateł jest kokaina dostępna za konkretną barierą klasową, a przynajmniej finansową, ale to miła odmiana, zobaczyć w polskiej telewizji inny zestaw użytkowników narkotyków niż nafukane dresy i zbuntowane nastolatki. Sceny zbudowane wokół wciągania dają radę. Zrobiony Maluch dojeżdżający „mefedroniarzy”, któremu wydaje się, że jest królem stolicy? Wyborny. Pan poseł na ciężkiej psychozie? Już bardziej wątpliwy, ale w sumie to nie wiemy dokładnie, jaką mieszanką się uraczył, więc niech będzie. Wreszcie samemu Skoniecznemu należy się owacja na stojąco za rapera Pioruna. Jeśli kiedyś przyznawane będą nagrody Emmy za najlepszy występ w roli „tego irytującego typa, co ma ciśnienie na wciąganie, ale skończył mu się hajs”, to mamy murowanego kandydata. Fraza „Narkotyki, kurwa, to zło” pada w serialu raz, i to z ust głupawego młokosa. To byłoby na tyle jeśli chodzi o dydaktyczne przyzwoitki. Narkotyki w Ślepnąc od świateł po prostu są. Pewnie więcej widzimy ludzi smutnych i zmierzających gdzieś na dno niż zwykłych weekendowych imprezowiczów, ale to nie telenowela, ani raport narkotykowego endżiosa, tylko thriller kryminalny, więc to skrzywienie można Skoniecznemu i Żulczykowi wybaczyć. O czym to jest? I można tak oglądać Ślepnąc od świateł w kółko, jak dobry teledysk albo fajny spektakl naćkany projekcjami wideo i elektroniczną muzyką. Oczywiście byłoby świetnie, gdyby formalna wirtuozeria dopełniona reżyserską brawurą i prawdziwie dramatycznym aktorstwem osadzona była na przejmującej fabule. Ale nie jest. Ostatecznie dostajemy ładniutkie (tak ładniutkie, jakiego jeszcze nie było) story o typie, któremu przed świętami skończył się towar. O tym to jest.

ślepnąc od świateł chopin